Kocham Szczecin
Szczecin w tym roku obchodzi powojenne 80-lecie powrotu do Polski. Próżno szukać jakichkolwiek hucznych obchodów tej rocznicy. Na szczęście są jeszcze osoby spoza Szczecina, które pokochały to miasto i chcą podnosić poziom wiedzy o Szczecinie i przypominać jego trudny powrót do Polski. Budują godność naszego miasta.
Ukazał się pięknie wydany dwutomowy album ze zdjęciami „Najdalsza Polska Polska. Szczecin 1945-1950”. Przeszło 1600 zdjęć z początków odbudowywania polskiego Szczecina. Zachęcamy do przeczytania rozmowy z jej autorem.
Piotr Semka, dziennikarz, publicysta, prasowy i telewizyjny. I przyjaciel Szczecina, możemy tak powiedzieć?
To już wiele lat związków ze Szczecinem. Zaczęło się bardzo zaskakująco. Ks. dr. Grzegorz Wejman zaprosił mnie na konferencję o Kościele na Pomorzu Zachodnim.

Oczywiście nie byłem od nich specjalistą, ale bardzo często poruszałem w pismach np. we WPROST, ale i w ramach Dziennika Rzeczpospolitej kwestie pytania o tożsamość Ziem Zachodnich. Jak ją budować? Co jest tej tożsamości warte do kontynuowania? Co jest moim zdaniem przesadnym uleganiem hipnozie np. niemieckiej przeszłości tych ziem?
I wtedy ja jakby sformułowałem taką moim zdaniem dosyć zdrowo rozsądkową zasadę, że jeżeli chcemy sięgać po naturalne zainteresowanie tymi generacjami, które żyły przed nami, to sięgajmy do osób, które były poetami, kompozytorami, ludźmi, którzy byli filantropami. Natomiast zachowajmy dystans wobec takiego mechanicznego odtwarzania pamiątek po przedstawicielach pruskiej generalicji, w ogóle pamiątkach pruskich wojsk i zwycięstw Całego tego bagażu, który może się wiązać ogólnie mówiąc z militaryzmem pruskim. I to oczywiście zawsze wywoływało irytacje. Zawsze ludzie, którzy byli zaangażowani w eksplorację mówili, no nie będzie nam facet z Warszawy tutaj mówił, co mamy wybierać z tej przeszłości, a co nie.

Miasto o którym zapomniała Stolica.
Podchodziłem do tego z dużą pokorą i stwierdziłem, że nie można się obrażać. Rozumiem, że Szczecin miał bardzo często poczucie bycia miastem, o którym Warszawa zapomniała. I to nie jest jakieś wymyślone. Kiedy pytam moich znajomych w Warszawie, czy byli kiedyś w Szczecinie, bardzo często mówią, że nigdy nie byli. Wyciągam z tego taki wniosek, że zamiast zostawać na takich pozycjach obrażonego Szczecina na resztę Polski i Polski, która niespecjalnie troszczy się o Szczecin, to trzeba po prostu wzajemnie się poznać.
No i ja postanowiłem zająć się tą połówką rodzącą na, że tak powiem „ogólnopolskiej połówce boiska”. Uznałem, że warto zainteresować się Szczecinem i wymyślić publikację, która by z jednej strony pokazywała Szczecinianom, jak wyglądały te pierwsze lata pionierskie. Z drugiej strony, która byłaby ilustracją tego, co też mówię, że to jest książka o Szczecinie, ale to jest także książka o Polsce w latach 45-50 na przykładzie Szczecina. Bo to jest jak gdyby element, który może zainteresować ludzi w Białymstoku, Zakopanem, Lublinie czy Warszawie.

Przypomnieć to, co Szczecin wniósł do historii Polski, a na przykład wniósł pierwszy masowy protest antykomunistyczny i to był jeden z pierwszych siedmiu protestów, które były w PRL-u. Ja potem mogę je wyliczyć z chęcią. A z drugiej strony przypomnieć innym mieszkańcom pewne tendencje, które w ogóle były charakterystyczne na Ziemi Zachodniej.
Czas Pionierów
Nie istnieje w polskiej świadomości zbiorowej szacunek i wdzięczność za odwagę pionierów, którzy podejmowali się osiedlać na terenach, które były dla nich całkowicie nowe. A w wypadku Szczecina ta odwaga i ten patriotyzm był tym większy, że w tym rejonie istniały obawy, że Rosjanie mogą Szczecin oddać Niemcom. Tak naprawdę te obawy zostały ostatecznie rozproszone w 1959 roku w czasie wizyty sowieckiego przywódcy Nikity Chruszczowa w Szczecinie.
Choć jeszcze w latach sześćdziesiątych znowu były plotki o tym, że Zięć Chruszczowa sugeruje, iż w razie ewentualnej neutralizacji Niemiec można byłoby jeszcze wrócić do sprawy Szczecina. Tak naprawdę podpisanie umowy w grudniu 1970 między Władysławem Gomułką a kanclerzem Willy Brandtem zakończyło ostatecznie tę dyskusję. Przez te 25 lat Szczecinianie mieli prawo czuć się nie swojo, a mimo to zbudowali tutaj polskość.

Szczecin jest specyficznym regionem Polski.
Tu był można powiedzieć zebrał się miks kulturowy, religijny i językowy z całej Polski. Kresowiacy, Kaszubi, Ślązacy, polonia z chińskiego Harbinu. Dogadać się można było tylko po polsku. Dlatego też Szczecin nie ma swojej gwary ludowej. Czy tylko język był takim, motorem „życia po polsku”, czy osadnicy również musieli szukać złotego środka kulturowego?
Faktycznie to oczywiście było. Inne były zwyczaje. Było je widać choćby podczas Wigilii. Inne potrawy jedli ludzie spod Nowogródka, inne potrawy jedli ludzie spod Kielc, a jeszcze inne ci, którzy przyjechali tutaj na przykład ze Śląska. Stocznie wysysały, przyciągały młodych ludzi i trzeba było uczyć się z sobą, współżyć.
Gdańsk był podobnym miejscem. Pamiętam to dobrze. Byłem dziennikarzem podziemnego pisma w trakcie strajków w Stoczni Gdańskiej w maju i sierpniu 1988 roku. My całe dni spędzaliśmy z tymi młodymi stoczniowcami, rozmawialiśmy z nimi. Tam mieliśmy jak na talerzu. Ten pewien romantyzm pracy stoczni przyciągał młodych ludzi z Bieszczad, z okolic Suwałk, czy z okolic Częstochowy. Tak samo domyślam się było w Szczecinie.
To wszystko tworzy taki bardzo specyficzny stop szczeciński, który ma za mało wiedzy o swojej historii. Ja zadam nieproste pytanie,
dlaczego po roku 1990 nikt takiej ilustrowanej historii Szczecina nie wydał?
Wtedy sprawa była o tyle jeszcze łatwiejsza, że znacznie młodsi byli ludzie, którzy wówczas tę ziemię Pomorza Zachodniego osiedlali. Duża część zdjęć w tej publikacji, to są zdjęcia z archiwów domowych.
Dzisiaj już większość tych osób, (bo to była akcja, którą prowadził Kurier Szczeciński przez 10 lat) już nie żyje. Ich dzieci nie zawsze wiedzą, gdzie są pochowane w domach zdjęcia. A one pewnie są gdzieś w jakimś kartonie na strychu czy jakimś pawlaczu.
Szczecin to szczęśliwe miasto.
Dla mnie Szczecin okazał się takim szczęśliwym miejscem, gdzie spotkałem wspaniałych ludzi którzy pomogli w pracy nad książką. Bardzo mi pomogli księża szczecińscy. Dzięki temu powstał duży rozdział o historii kościoła po wojnie i za to jestem im bardzo wdzięczny.
Archiwum Państwowe w Szczecinie, ogromnie pomogło mi Muzeum Narodowe w Szczecinie, Centrum Przełomy, ale i też osoby z rozmaitych stowarzyszeń. Pani Róża Król z Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów, Towarzystwo Ukraińców w Szczecinie. Pomogli mi miłośnicy Szczecina, tacy jak pan Wojciech Lizak, który jest znanym antykwariuszem. Moim sojusznikiem zostało Centrum Historyczne przy Centralnym Ośrodku Szkolenia Straży Granicznej im. Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego w Koszalinie. Pomogli mi archiwiści ze szczecińskiej 12 Dywizji Zmechanizowanej. Osoby które prowadzą antykwariaty w Szczecinie, na czele z Antykwariatem Szczecińskim na ulicy Małopolskiej. Dalej, specjaliści od gospodarki morskiej, od budowy portu, od budowy trakcji kolejowej.
Opisuję w książce również tamte drewniane prowizoryczne mosty grozy na Regalicy i na wschodniej Odrze, którymi gdy przejeżdżały po nich pociągi, to wszyscy pasażerowie odmawiali zdrowaśki, żeby tylko się nie zawaliły. No wreszcie sięgałem po źródła zagraniczne, agencje niemieckie, amerykańskie. Poprosiłem również o pomoc Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie.
Nawet dotarłem do archiwum fotograficznego kibucu imienia bohaterów getta Warszawskiego w Izraelu, bo bez nich nie mogłem zrobić rozdziału dotyczącego transferu Żydów w kierunku na zachód. W tym wypadku ci, którzy w tym transferze uczestniczyli zabierali te zdjęcia ze sobą do Izraela, do Ameryki, do Niemiec, do Australii i trzeba było te zdjęcia wyszukiwać, czyli prawie cały świat. Wspominał pan przed chwilą, że w Szczecinie spotykali się różni ludzie z różnych zakątków świata.
Do Szczecina
Szczecin był miejscem osiedlenia się grupy Polaków z Harbinu w Chinach, na ich temat Książnica Pomorska zgromadziła cały ogromny zbiór pamiątek. Wreszcie wszystkie kwestie dotyczące regionalizmu. Tu mi bardzo pomogło środowisko PTTK. Muzeum Literatury w Warszawie, które mi pomagało zdobyć zdjęcia na temat pobytu Gałczyńskiego w Szczecinie. Ale także koledzy dziennikarze i to z różnych stron.

Prosiłem o rozpoznanie zdjęć na temat ruin z 1945 roku, pana Andrzeja Kraśnickiego, juniora z Gazety Wyborczej. Pomocny był Artur Kubaj, który był dyrektorem Radia Szczecin w latach 2016-2020. Pomagali mi dziennikarze ośrodka telewizji w Szczecinie i dziennikarki z Radia Szczecin. Oczywiście ksiądz dr.hab. Grzegorz Wejman profesor Uniwersytetu Szczecińskiego, miał swój duży wkład, podonie jak i ks. Artur Rasmus ze Skolwina. On mi ogromnie dużo pomógł, sam do niego dotarłem na Skolwin. On w ogóle nie wierzył, że mi się to uda zrobić, ale pomagał jak najbardziej. Szukałem również jakichś zdjęć po wspólnocie grekokatolickiej w Szczecinie.
Zapukałem też do Pommersches Landesmuseum w Greiswaldzie. Korzystałem też z pomocy wiernych Szczecinian, żyjących obecnie w Berlinie. Okazali się pomocni w szukaniu pewnych materiałów w archiwach, w bibliotekach berlińskich. Wreszcie muszę też wspomnieć o ogromnym miłośniku Szczecina, mieszkającym w Warszawie Romanie Czejarku, który wydał parę albumów i który mi ogromnie mi pomagał i to była współpraca ponad podziałami
To prawda, album robi wrażenie. Dwa tomy, pięknie ilustrowane, pięknie wydane, no i te zdjęcia, których tak naprawdę do tej pory nie można było zobaczyć.
To wymagało ogromnej cierpliwości. Za każdym razem powtarzała się ta sama śpiewka, co warszawiak może o Szczecinie napisać. Nie wszyscy wiedzieli, że jestem z Gdańska, bo niektórzy mnie kojarzyli bardziej z Warszawą, w której mieszkam już od 30 lat.
Więc, dlaczego Szczecin?
Ja odpowiadałem, że nie wiem. Po prostu postanowiłem to zrobić. Bardzo lubię Szczecin, polubiłem Szczecin w latach 50. Na pomorzu zachodnim pracował mój dziadek, który opowiadał mi o wiele o Szczecinie z tamtych lat. To jest taka moja forma podziękowania Szczecinowi za to, że wiele razy okazał mi swoje serce.
Wydawcą jest Wydawnictwo Centrum Zajezdnia , które było zaangażowane w stworzenie Ośrodka „Pamięć i Przyszłość”, które ma zajmować się historią ziemi zachodnich i to było naturalne, że to oni będą wydawcą tej książki.
Komponent buntu przeciwko komunizmowi
Wspomniał pan, że Szczecin to miasto, gdzie odbył się pierwszy strajk. Bunt społeczny był i później było tych strajków jeszcze kilka. Czy można pokusić się o stwierdzenie, że to trochę buntownicze miasto ten Szczecin?
Wie pan co, problemem w Szczecinie było to, że on miał ten silny komponent buntu przeciwko komunizmowi. Ja może dlatego, że moja sama mama z Wilna, to ja zawsze z Wialnikami to kojarzę, ale nie chcę krzywdzić żadnej z grup, które przybyły. Faktem jest, że w Szczecinie tych protestów było więcej niż gdzie indziej, bo ja może wyliczę. Właśnie, obiecałem. Jest siedem tych „głównych” protestów. Pierwsze demonstracje przeciwko Bierutowi na Wałach Chrobrego 13 kwietnia 1946 roku. W czasie zlotu „Trzymamy straż nad Odrą”. Tam były takie wyzwiska i takie gwizdy, że Bierut obrażony zszedł z Trybuny.
Potem mamy demonstrację 3 maja 1946 roku. Następnie zajścia uliczne wywołane postrzeleniem Polaka przez pijanego rosyjskiego żołnierza w knajpie na rogu Obrońców Stalingradu i parku Andersa chyba tam w okolicach.
Rok 1951, potem w 1956 roku demonstracja solidarności z powstaniem węgierskim. I w tej sekwencji grudzień 1970. A jeszcze jest marzec 1968 demonstracja pod pomnikiem Mickiewicza. Potem strajk stycznia 1981, Sierpień 88, no i potem już nie wiadomo jak liczyć, no bo tych demonstracji w stanie wojennym aż do strajku w 88 roku było bardzo dużo.
Ale w każdym razie niech pan zobaczy. We Wrocławiu pierwsze demonstracje były w październiku 56, potem w 68, a potem dopiero już po wybuchu stanu wojennego w 81 roku. A przecież Wrocław uważany był za znacznie bardziej posiadający elity niepodległościowe ośrodek.
Szczecin uzyskał uniwersytet dopiero w 85 roku. Więc ja ten rys wojowniczy Szczecina tutaj chciałbym podkreślić. Tutaj jeżeli już jest jakiś konkurent, to tylko Gdańsk, który też w grudniu 70 puścił z dymem Komitet.

Polski Szczecin budował również Kościół.
Opisuje też tych księży, którzy byli prześladowani przez UB w latach stalinowskich. Ksiądz Bronisławski, który po przesłuchaniach całą sylwetkę a szczególnie plecy, miał sine od bicia. Ksiądz Władysław Wincenty Siwek, opiekun środowisk akademickich. Opisuję też np. księdza, który pomagał w przerzucie osób na zachód przez zieloną granicę. Za co spotkały go bardzo duże problemy. Był deportowany ze Szczecina. Wszyscy jezuici byli deportowani w 1954 roku ze Szczecina.
Opisuje też wizyty prymasa Hlonda w 1947 roku i prymasa Wyszyńskiego w 1952 roku. Prymasa Wyszyńskiego, który właśnie tu w Szczecinie otrzymał informację o otrzymaniu kapelusza kardynalskiego. Kardynał uważał to za znak opatrzności, że jest to akceptacja dla jego roli, którą odegrał w uznaniu tych ziem przez stolicę apostolską. Ale wcześniej jeszcze dwóch wspaniałych kapłanów. Administrator apostolski Edmund Nowicki i dwaj pierwsi kapłani pionierzy, czyli ksiądz Berlik i ksiądz Kazimierz Świetliński.
Tu osiedlali się polscy żołnierze dwóch Armii.
Tutaj w Szczecinie osiedlano (część mówiła, że sami się osiedlili), ale oni też nie kryli tego, że wskazywani byli do zamieszkania w Szczecinie wracający właśnie żołnierze z armii Andersa tej z zachodu. Zaraz obok nich osiedlano żołnierzy polskich idących u boku armii czerwonej. Komuniści liczyli na to, że przerobią na swoją stronę również żołnierzy Andersa. Czy pan zgodzi się, że taki mógł być, plan na Polskę komunistyczną?
W przekonaniu władz było to miejsce dla wszystkich tych, którzy byli podejrzani. Ja opisuję właśnie przykłady wielu ludzi, którzy chcieli zgubić ogon UB. Oni wtedy przyjeżdżali do Szczecina.
Późniejszy już kazus, Lechosław Goździk, lider strajków w FSO i października 1956 roku. Po tym jak mu już nie dali żyć w Warszawie, przyjechał do Świnoujścia i tutaj nawet był działaczem Unii Demokratycznej. To jest kazus ludzi, którzy próbowali po prostu budować nowe życie. Brali na serio te hasła, że trzeba tutaj budować szańce Polski. To jest generał Boruta Spiechowicz, najbliższy panu, jako skolwinianin, którego wpływ był duży na tą społeczność ale i wolną Polskę.
Fakt, że w Kurierze Szczecińskim był specjalny kpiący wierszyk, że generał odmówił podpisania apelu sztokholmskiego, propagandowy, komunistyczny, przedstawiający państwa socjalistyczne, jako państwa miłujące pokój. On tego odmówił. Nawet oczywiście w formie prześmiewczej, ale jednak kurier szczeciński opublikował taką fraszkę, to znaczy, że to była powszechna wiedza. To był jakiś wzorzec jego zachowań.
Jeszcze jedną zapomnianą osobę tu przypomnę, generała Aleksandra Litwinowicza, który odbudował port szczeciński też przed wojenny generał Polski, bardzo szczery patriota, przyjaciel Eugeniusza Kwiatkowskiego.

Życie w odzyskanym Szczecinie
Ja też chciałem, żeby ludzie sobie wyobrazili, jak wyglądało życie wówczas. Mamy bardzo mało zdjęć, więc zrobiłem wszystko, co się dało, by sobie wyobrazili, ten Szczecin, w którym jeździły takie stare samochody, w którym wielu budynków nie było, ale który tak bardzo się nie zmienił znowuż, prawda?
Fakt, że trochę się pozmieniało, ale jest jeszcze dużo Szczecina, który pozostał przedwojenny. Sam układ centrum, przecież te gwieździste place – drugi Paryż. Udało się, że nie zostało to zmienione.
No wie pan, ja bym odbudowywał pewne kamienice. Są puste miejsca po nich. Na przykład Plac Grunwaldzki, tam jest parę miejsc, gdzie można by odbudować, inaczej pozwalać inwestorom na przejęcie tych działek pod warunkiem, że odbudują tak jak to wyglądało przed wojną.
No myślę, że to by było naprawdę wyzwanie i duża zmiana w podejściu do tego jak miasto ma wyglądać.
Jest taki budynek na Matejki, pojedyncza kamienica, nie wiadomo było co z nią zrobić. Były takie pomysły, żeby w ogóle ją wysadzić, bo co to znaczy, taka jedna kamienica (przy wjeździe na parking Galaxy – przyp.red)
Bardzo dobrze ją odrestaurowali, jeszcze dobudowali dwa skrzydła i wygląda to bardzo fajnie. Takie pomysły są potrzebne. Dlaczego nie można nawet, nie wiem. Martwi mnie, że już ten zapał do odbudowania kamieniczek na Starówce tak osłabł.
Widziałem, że ta druga część, w której fundamenty były odsłonięte. Już wiadomo, tam już powstają takie budynki jednak nowoczesne. Trzeba było kontynuować bardzo żmudne, wymagać od inwestorów, żeby odbudowywali to, co tam stało przed wojną.
Od wystawy do książki
Wracam do wystawy, bo wychodzi na to, że tak co pięć lat się nam przydarza, że mamy szczęście podziwiać pańskie dzieło w historii Szczecina. Można powiedzieć, że bez Semki nie byłoby świętowania. Brakuje nam tutaj godnego świętowania przez Szczecin jego osiemdziesięciolecia. Jakby władze kolejny raz przespały rocznicę. Takie odnosimy wrażenie. Żeby nie dziennikarze to nic by się tu nie wydarzyło. A teraz coś kombinują, żeby honor uratować.
No a co siedemdziesiąta piąta była tak bardzo fetowana? W Szczecinie, zawsze wraca to pytanie, kiedy świętować?
Moim zdaniem to świętowanie powinno być rozdzielone na takie punkty. Pierwszy to jest trzydziesty kwietnia, kiedy Piotr Zaręba po raz pierwszy wzniósł polską flagę na Wałach Chrobrego. To powinien być ważny dzień.
W wypadku kościoła szczecińskiego byłoby mi miło, gdyby ktoś pamiętał o dacie 6 maja pierwszej polskiej mszy w Szczecinie, w trakcie której zresztą ojciec Florian Berlik oddał Szczecin pod opiekę Matki Bożej.
I wreszcie na to dziewiąty lipca. Nie chciałbym, żeby były takie wojny pomiędzy, że jedni chcą taką datę, drugą datą.
Te wszystkie trzy daty moim zdaniem się dobrze uzupełniają. No i faktycznie fajnie by było je podkreślać, bo teraz trwa trochę taki spór. Ja już tu nie chcę wnikać, bo chcę zachować swój „ekumeniczny” status.

Panie Piotrze, czego można życzyć Szczecinowi na kolejne lata?
By Szczecin poznawał swoją historię. Bo nawet ten album przecież jest takim punktem wyjścia do badania, grzebania np. zjawiska tego ruchu kurierskiego. Trzeba badać ten temat, bo to się doskonale nadaje na jakąś bardzo pasjonującą książkę historyczną.
Tylko musi się znaleźć ktoś, kto będzie w tych papierzyskach po UB siedział.
Sylwetki wszystkich, którzy z powodów niepodległościowych zostali skazani na śmierć i których egzekucje odbyły się w więzieniu przy ulicy Kaszubskiej. Nie ma takiego panteonu.
Dalej, opisanie wszystkich grup konspiracyjnych młodzieżowych, które były w latach 40. i 50. w Szczecinie. Nie ma takiego. To wszystko trzeba dalej robić.
PSL w Szczecinie. Opisałem przecież, że byli tam fantastyczni ludzie i dokładnie to wszystko opisać, pogrzebać w tych papierach ubeckich itd. Więc roboty jest bardzo dużo.
Ludzie stanu wojennego w Szczecinie to dalej też jest jeszcze żywa historia. Ci ludzie jeszcze żyją i mamy ostatni czas by spisać ich doświadczenia i historie.
Dziękuję ślicznie za rozmowę.
Na koniec jeszcze odpowiem na pytanie z początku naszej rozmowy. Kocham Szczecin, lubię Szczecin i każda wizyta dla mnie to jest jak haust świeżego powietrza.
Share this content:



2 comments