Nam nie wolno zapomnieć o gehennie Polaków na „nieludzkiej ziemi”
Nawet około 1,5 miliona Polaków i obywateli II Rzeczypospolitej – według polskich szacunków – mogło zostać deportowanych w głąb Związku Sowieckiego. Trafiali na Syberię, za Ural, daleką północ oraz do Kazachstanu. Wielu nigdy nie wróciło. O ich losach i obowiązku zachowania pamięci mówiono podczas zachodniopomorskich obchodów Światowego Dnia Sybiraka.
Światowy Dzień Sybiraka obchodzony jest 17 września – w rocznicę agresji Związku Sowieckiego na Polskę w 1939 roku. Jest dniem pamięci o Polakach i innych obywatelach II RP, którzy padli ofiarą sowieckich represji, deportacji, więzień i łagrów.
Podczas wydarzenia w Urzędzie Wojewódzkim głos zabrał wojewoda zachodniopomorski Adam Rudawski. Mówił przede wszystkim o dramatycznej podróży, do której Sybiracy zostali zmuszeni i która na zawsze zmieniła ich życie.
Sybiracy odbyli taką podróż, która zmieniła całe życie – mówił wojewoda, przypominając, że dla części deportowanych była to podróż, z której już nigdy nie powrócili. Jak podkreślał, szczególną wartość mają dziś świadectwa tych Sybiraków, którzy przeżyli zesłanie i po latach mogli opowiedzieć o swoich doświadczeniach kolejnym pokoleniom.
Nawet 1,5 miliona ofiar sowieckich wywózek i represji
Skala sowieckich represji wobec obywateli II Rzeczypospolitej była ogromna. W polskiej historiografii emigracyjnej, środowiskach sybirackich oraz starszych opracowaniach przez lata przyjmowano, że liczba obywateli polskich deportowanych i zesłanych w głąb ZSRS mogła sięgać około 1,5 miliona osób.
Współczesne badania oparte przede wszystkim na zachowanych dokumentach sowieckich przynoszą znacznie niższe liczby. Dla samych czterech wielkich deportacji przeprowadzonych przez NKWD w latach 1940–1941 dokumentacja pozwala mówić o ponad 300 tys. wywiezionych. Rozbieżność wynika m.in. z odmiennego zakresu danych: szacunki sięgające 1,5 mln obejmują szerzej osoby dotknięte różnymi formami deportacji, przesiedleń i represji, podczas gdy współczesne wyliczenia dotyczą często konkretnych, udokumentowanych operacji deportacyjnych.
Dlatego liczba 1,5 miliona pozostaje jednym z funkcjonujących w polskiej pamięci historycznej szacunków skali sowieckich represji, ale nie jest obecnie traktowana przez wszystkich historyków jako potwierdzona liczba deportowanych w czterech masowych wywózkach z lat 1940–1941.
Pierwsza z nich rozpoczęła się w nocy z 9 na 10 lutego 1940 roku. Następne przeprowadzono w kwietniu i czerwcu 1940 roku oraz w maju i czerwcu 1941 roku. Ludzi zabierano z domów, pozwalając im niekiedy jedynie na zabranie najpotrzebniejszych rzeczy. Następnie tygodniami wieziono ich w wagonach towarowych tysiące kilometrów na Wschód.

Syberia, Kazachstan i „nieludzka ziemia”
Zesłańcy trafiali na Syberię, Ural, daleką północ ZSRS i do Kazachstanu. Szczególnie wiele polskich rodzin znalazło się właśnie w Kazachstanie i na Syberii. Wśród deportowanych były tysiące dzieci, kobiet i osób starszych.
Czekały na nich skrajnie trudne warunki: głód, choroby, mróz, ciężka praca i brak odpowiednich warunków mieszkaniowych. Część deportowanych nie przeżyła zesłania.
Szansa na wydostanie się z ZSRS pojawiła się po podpisaniu w 1941 roku układu Sikorski–Majski i rozpoczęciu formowania Armii Polskiej pod dowództwem gen. Władysława Andersa. W 1942 roku wraz z armią Związek Sowiecki opuściło około 115 tys. osób, w tym około 78,5 tys. żołnierzy i 37 tys. cywilów.
Dla tych ludzi nie oznaczało to jeszcze powrotu do Polski. Cywile trafiali m.in. do Iranu, Indii, Afryki, Meksyku czy Nowej Zelandii, natomiast żołnierze rozpoczęli dalszy szlak bojowy.

Powroty trwają latami i nie wszyscy jeszcze wrócili
Trudno wskazać jedną liczbę Sybiraków, którzy ostatecznie wrócili do Polski. Powojenne statystyki repatriacyjne obejmują bowiem zarówno byłych zesłańców i więźniów, jak i Polaków przesiedlanych z dawnych Kresów II RP.
W latach 1944–1948 do Polski przybyło ponad 1,3 mln osób narodowości polskiej, przy czym zdecydowaną większość stanowili mieszkańcy terenów przedwojennej Polski włączonych po wojnie do ZSRS. Z pozostałych obszarów Związku Sowieckiego przyjechało ponad 140 tys. Polaków.
Następna fala powrotów nastąpiła po śmierci Stalina. W latach 1955–1959 do Polski przyjechało około 245 tys. osób. W tej grupie znajdowali się także ludzie powracający z łagrów, zesłania i przymusowych miejsc osiedlenia.

Nie wszyscy jednak wrócili.
Ten wątek pojawił się także podczas zachodniopomorskich uroczystości. Tadeusz Słonina, Prezes Zachodniopomorskiego Związku Sybiraków i – jak sam o sobie mówił – „dziecko Sybiru”, przypomniał los własnej rodziny.
Jego rodzice i dziadkowie spędzili na zesłaniu sześć lat. Część rodziny zdołała wrócić, inni pozostali na zawsze na Wschodzie. Ci, którzy powrócili, nie mogli już osiąść na ziemi swoich przodków. Ich rodzinne strony znalazły się poza powojennymi granicami Polski, dlatego nowe życie rozpoczęli na ziemiach zachodnich.
W imieniu samorządu województwa hołd Sybirakom oddał również Bogdan Jaroszewicz. Podkreślał znaczenie ich świadectwa dla młodszych pokoleń oraz potrzebę przekazywania pamięci o sowieckich represjach.
Ważnym elementem spotkania była także wystawa oparta na wspomnieniach Bogdany – Sybiraczki, artystki i nauczycielki. Jej obrazy są zapisem zachowanych w pamięci scen z zesłania.
Pomyślmy, czy my, będąc w tamtym miejscu i w tamtym czasie, dalibyśmy radę tak jak ona? – mówił wojewoda Adam Rudawski.
Dziś świadków tamtych wydarzeń jest coraz mniej. Pozostają ich relacje, fotografie, obrazy, dokumenty i rodzinne historie. I choć historycy nadal dyskutują o dokładnej skali sowieckich deportacji, za każdą z tych liczb kryją się konkretni ludzie – rodziny wyrwane z domów, dzieci dorastające tysiące kilometrów od Polski oraz ci, którym nigdy nie było dane wrócić. Musimy pilnować pamięci i walczyć z próbami zakłamywania historii przez naszych wrogów. Ostatnio Ukraina podejmuje bezczelne próby zakłamywania historii niestety przy współudziale naszego ministra spraw zagranicznych. Dlatego nam nie wolno zapomnieć o gehennie Polaków zgotowanej przez barbarzyńską Rosję i jej współczesnych sojuszników kłamstwa.
Polecamy także:
Share this content:



Opublikuj komentarz