BFK na Skolwinie – zgody na rozbudowę nie ma. Ale pytań wokół inwestycji jest coraz więcej
Po Skolwinie rozeszła się w ostatnich dniach informacja, jakoby BFK Polska miała już otrzymać zgodę na rozbudowę instalacji przy ul. Stołczyńskiej. Wiadomość zaniepokoiła mieszkańców, którzy od miesięcy protestują przeciwko zwiększeniu skali działalności zakładu.
Wiceprezydent Kadłubowski: żadnej zgody jeszcze nie ma
Informacja o rzekomym wydaniu BFK zgody na rozbudowę zaczęła krążyć wśród mieszkańców Skolwina. Zapytaliśmy o nią zastępcę prezydenta Szczecina Łukasza Kadłubowskiego.
– To jakiś fejk – odpowiedział.
Jak podkreśla, postępowanie nie zostało zakończone. Kadłubowski poinformował również Dziennik Północny, że zwrócił się do marszałka województwa w związku z protestami mieszkańców.
– Ostatnio wysyłałem również pismo do Marszałka Województwa Zachodniopomorskiego, żeby przy jego decyzji wziął pod uwagę protesty mieszkańców – powiedział Łukasz Kadłubowski.
To ważne także w kontekście wcześniejszej odpowiedzi miasta na interpelację radnego Dariusza Smolińskiego. Urząd wskazywał w niej, że w przypadku instalacji eksploatowanych przez BFK organem właściwym do kontroli przestrzegania warunków korzystania ze środowiska jest Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego. Miasto informowało również, że zwracało się już do marszałka o informacje dotyczące podejmowanych działań, a ten prowadził postępowanie wyjaśniające i zwrócił się do WIOŚ o przeprowadzenie kontroli.

Postępowanie w sprawie rozbudowy nadal trwa
Z dokumentu podpisanego przez Łukasza Kadłubowskiego wynika, że postępowanie dotyczące wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięcia pod nazwą „Rozbudowa zakładu produkcji kompostu i zrębki drzewnej” znajdowało się na etapie uzyskiwania wymaganych uzgodnień m.in. Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska, Wód Polskich oraz Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego.
W odpowiedzi na interpelację miasto jednoznacznie stwierdziło również, że kwestie środowiskowych uwarunkowań planowanej inwestycji zostaną rozstrzygnięte dopiero decyzją środowiskową, po przeprowadzeniu oceny oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko i dokonaniu całościowej oceny zgromadzonego materiału dowodowego.
Na dziś nie ma więc podstaw do twierdzenia, że BFK otrzymało już zgodę na planowaną rozbudowę.
26 tysięcy ton pozostaje. Ale 121 tysięcy ton pojawia się gdzie indziej
Znacznie ciekawsze jest jednak to, co właściwie BFK zamierza rozbudować. Według dokumentacji maksymalna ilość odpadów przetwarzanych biologicznie, czyli kompostowanych, ma pozostać na dotychczasowym poziomie 26 tys. ton rocznie. Jednocześnie BFK chce radykalnie zwiększyć moc przerobową instalacji służącej do sortowania, rozdrabniania i przesiewania odpadów z drewna i o podobnym charakterze. Dzisiaj wynosi ona 33 462 ton rocznie. Po rozbudowie miałaby wynosić aż 121 680 ton rocznie.
To wzrost o 263,64 proc.
Według dokumentacji odpady poddawane sortowaniu, rozdrabnianiu i przesiewaniu nie mają być następnie kierowane do procesu kompostowania.
I właśnie tutaj pojawia się kolejna zagadka.

Skąd ponad 121 tysięcy ton materiału drewnianego?
Podczas spotkania przedstawicieli BFK z mieszkańcami członek zarządu firmy, odnosząc się do pochodzenia drewna wykorzystywanego do produkcji zrębki, powiedział, że drewno to pochodzi całkowicie z osadników ściekowych i jest dostarczane do firmy wraz z osadami ściekowymi. (sic!)
Jeżeli tak należy rozumieć źródło materiału wykorzystywanego przez BFK, pojawia się oczywiste pytanie o skalę.
Dokumentacja mówi przecież o możliwości przetwarzania 121 680 ton rocznie odpadów z drewna i o podobnym charakterze.
Oczywiście trzeba zaznaczyć, że jest to maksymalna moc przerobowa instalacji, a nie deklaracja, że dokładnie taka ilość drewna każdego roku trafi na Stołczyńską. Nie zmienia to jednak podstawowego pytania: skąd ma pochodzić strumień odpadów, dla którego projektuje się instalację o tak ogromnej wydajności?
Jeszcze bardziej zastanawiające jest wyjaśnienie, że drewno pochodzi całkowicie z osadników ściekowych.
Jeżeli mówimy rzeczywiście o drewnie trafiającym do oczyszczalni wraz ze ściekami, należałoby wyjaśnić, w jaki sposób drewno w ilościach uzasadniających projektowanie instalacji o wydajności ponad 121 tys. ton rocznie miałoby dostawać się kanalizacją do osadników oczyszczalni ścieków.
A może pod pojęciem drewna „pochodzącego z osadników” BFK rozumie inny rodzaj materiału lub odpadu pochodzącego z terenu oczyszczalni?
Tego na podstawie udostępnionej odpowiedzi miasta ustalić się nie da. Dlatego wystąpimy z pytaniami do szczecińskiego ZWIK, który jest również dostarczycielem odpadu do BFK.
I dlatego przed wydaniem decyzji środowiskowej warto uzyskać jednoznaczną odpowiedź: jakie dokładnie kody odpadów obejmuje planowane 121 680 ton, czym fizycznie są te odpady, z jakich zakładów mają pochodzić i jaka ich część rzeczywiście pochodzi z oczyszczalni ścieków? Mamy nadzieję, że zarówno Miasto jak i Marszałek dokładnie zbadają i przeanalizują przedstawioną dokumentację, skoro już teraz jest co innego na papierze a co innego publicznie głosi przedstawiciel zarządu BFK.
Rozbieżność pomiędzy liczbami znajdującymi się w dokumentacji a sposobem przedstawienia pochodzenia drewna mieszkańcom wymaga wyjaśnienia.
Jest jeszcze Kamienna w Policach. A dokumenty przejęła prokuratura
W sprawie BFK pojawia się jeszcze jeden wątek, który Dziennik Północny próbował wyjaśnić. Dotyczy on likwidacji wielkiego składowiska odpadów przy ul. Kamiennej w Policach.
Nie jest to drobne zlecenie z historii działalności spółki. W październiku 2022 roku Powiat Policki podpisał z BFK Polska umowę na usunięcie niewłaściwie składowanych odpadów. Wartość całego przedsięwzięcia określano wówczas na blisko 29,8 mln zł, z czego 25,3 mln zł stanowiło dofinansowanie. Powiat Policki
Skala operacji była ogromna. Powiat informował w trakcie prac, że BFK usunęło już ponad 19 tys. ton odpadów, a do usunięcia pozostawało jeszcze około 28 tys. ton. Pierwszy etap przewidywał wysortowanie z całej masy surowców przeznaczonych do odzysku lub recyklingu. Pozostałość – przede wszystkim zmieszane odpady budowlane – miała zostać przetworzona na kruszywa przeznaczone m.in. do rekultywacji terenów zdegradowanych i podbudów drogowych. Późniejsze informacje mówiły już o prawie 60 tys. ton odpadów wywiezionych z Kamiennej.

I tutaj zaczyna się problem, który z punktu widzenia mieszkańców Skolwina nabiera dzisiaj szczególnego znaczenia.
Dziennik Północny chciał sprawdzić dokumentację dotyczącą realizacji tego zadania – przede wszystkim jakie odpady, w jakich ilościach i dokąd zostały przekazane, a także dokumenty związane z podstawami administracyjnymi ich przetwarzania.
Nie mogliśmy tego zrobić.
Jak poinformowała nas wcześniej rzecznik Starostwa Powiatowego w Policach Sylwia Turkiewicz, cała dokumentacja dotycząca realizacji przez BFK Polska umowy związanej z usunięciem i zagospodarowaniem odpadów z nieruchomości przy ul. Kamiennej – łącznie siedem kartonów – została 22 sierpnia 2024 roku przekazana, na jej polecenie, Prokuraturze Okręgowej w Szczecinie.
Z tego właśnie powodu Starostwo odmówiło nam udostępnienia żądanych dokumentów.
Trzeba przy tym bardzo wyraźnie zaznaczyć: sam fakt przekazania dokumentacji prokuraturze nie oznacza, że BFK dopuściło się jakiegokolwiek przestępstwa czy nieprawidłowości. Bez wiedzy o przedmiocie i zakresie postępowania nie można wyciągać takiego wniosku.
Dla mieszkańców Skolwina pozostaje jednak istotne coś innego. Redakcja nie mogła zweryfikować pełnego obiegu odpadów z ogromnego przedsięwzięcia realizowanego przez tę samą firmę, która obecnie chce znacząco zwiększyć możliwości instalacji przy ul. Stołczyńskiej. 23 września wystąpiliśmy pisemnie o informację do Prokuratury Okręgowej, jednak do dnia dzisiejszego odpowiedź nie przyszła. Pytaliśmy między innymi: czego dotyczy śledztwo i w jakim charakterze występuje tam firma BFK?
Czy coś z Kamiennej trafiło na Skolwin?
To pytanie nabiera szczególnego znaczenia w zestawieniu z dokumentacją obecnej inwestycji BFK.
Na Kamiennej mówimy bowiem o dziesiątkach tysięcy ton odpadów. W przypadku planowanej rozbudowy zakładu na Skolwinie dokumentacja mówi natomiast o zwiększeniu mocy sortowania, rozdrabniania i przesiewania odpadów z drewna i o podobnym charakterze z 33 462 do 121 680 ton rocznie – czyli o 263,64 proc.
Dodatkowo podczas spotkania z mieszkańcami członek zarządu BFK powiedział, że drewno wykorzystywane do produkcji zrębki pochodzi całkowicie z osadników ściekowych i trafia do firmy razem z osadami.
Dlatego mieszkańcy mają prawo oczekiwać bardzo precyzyjnej odpowiedzi na pytania o pochodzenie, rodzaj i dalszy sposób zagospodarowania odpadów przetwarzanych na Stołczyńskiej.
W przypadku Kamiennej Dziennik Północny chciał ustalić właśnie taki łańcuch: co zabrano z Polic, ile tego było, dokąd poszczególne frakcje trafiły i gdzie zostały ostatecznie zagospodarowane.
Na podstawie publicznie dostępnych informacji możemy potwierdzić, że BFK było wykonawcą zadania i że operacja obejmowała dziesiątki tysięcy ton odpadów. Powiat Policki Nie mamy natomiast podstaw, aby stwierdzić, że odpady z Kamiennej trafiły na Skolwin. I właśnie to chcieliśmy zweryfikować w dokumentacji, której Starostwo nie może nam obecnie udostępnić, ponieważ została przekazana Prokuraturze Okręgowej.
To rozróżnienie jest niezwykle ważne.
Nie twierdzimy, że odpady z Kamiennej trafiły na Stołczyńską. Pytamy, czy trafiły – a jeżeli tak, to jakie, w jakiej ilości, pod jakimi kodami i na podstawie jakich decyzji.
W kontekście planowanego ponad trzykrotnego zwiększenia mocy instalacji dla określonych odpadów właśnie pełna identyfikowalność strumienia odpadów powinna być jednym z podstawowych warunków budowania zaufania mieszkańców do zakładu.
Raport inwestora mówi: nadmiernych odorów być nie powinno
Osobnym problemem pozostaje fetor, na który od dłuższego czasu skarżą się mieszkańcy Skolwina i Stołczyna.
Z odpowiedzi miasta wynika, że raport oddziaływania inwestycji na środowisko przewiduje rozwiązania mające ograniczać emisję amoniaku oraz uciążliwości zapachowe. Wśród nich wymieniono m.in. możliwie największą hermetyzację procesu, ograniczenie czasu przebywania osadów ściekowych na otwartej płycie kompostowej, przykrywanie pryzm oraz zastosowanie systemów odciągu powietrza wyposażonych w filtry antyodorowe.
Według analizy przedstawionej przez inwestora zastosowanie tych rozwiązań, odległość od najbliższej zabudowy oraz brak prawnie obowiązujących przepisów regulujących kwestie uciążliwości odorowych mają wskazywać, że eksploatacja przedsięwzięcia nie powinna powodować nadmiernej emisji odorów.
To jednak nadal prognoza zawarta w dokumentacji inwestycji. A takie działania miała firma podjąć już przy pierwszym uzyskany zezwoleniu i do tego roku, do czasu gdy mieszkańcy zaczęli publicznie żądać zamknięcia zakładu, BFK nic w tym kierunku nie robiło.

A co z muchami?
Jest jeszcze jeden problem, który mieszkańcy doskonale znają z własnego doświadczenia.
W odpowiedzi na interpelację Smolińskiego miasto przyznaje wprost:
„W przedłożonym raporcie nie odniesiono się do wpływu planowanej inwestycji na występowanie i liczebność owadów ani oceny potencjalnego oddziaływania w tym zakresie na komfort życia mieszkańców terenów sąsiednich”.
To istotna luka, ponieważ obok fetoru właśnie muchy należą do najczęściej wskazywanych przez mieszkańców uciążliwości.
Miasto podaje jednocześnie, że w latach 2021–2026 otrzymało 40 zgłoszeń dotyczących odorów w rejonie Stołczyna i Skolwina. Osiem z nich dotyczyło BFK Polska. Pozostałe wpłynęły przez aplikację ALERT, którą miasto stworzyło by tą drogą komunikować się z mieszkańcami. Na spotkaniu z mieszkańcami butni panowie z BFK stwierdzili że „muchy nie mają koszulek że są z BFK”.
Radny Słowik i problem „niemierzalnych” odorów
Do sprawy BFK odniósł się także radny Przemysław Słowik z Zielonych w „Rozmowie pod krawatem” Radia Szczecin. Pytany przez red. Sebastiana Wierciaka o sytuację na Skolwinie zwracał uwagę m.in. na brak w Polsce odpowiednich przepisów odorowych.
I rzeczywiście – w odpowiedzi miasta na interpelację Smolińskiego również czytamy, że „zgodnie z aktualnie obowiązującymi przepisami brak jest ustalonych norm w zakresie tzw. odorów”.
Tyle że należy bardzo wyraźnie rozdzielić dwie kwestie.
Brak ustawowo określonych dopuszczalnych norm nie oznacza, że odorów nie można mierzyć.
Wręcz przeciwnie – trzeba.
ZUT ma cztery urządzenia do pomiarów terenowych.
Do badań terenowych wykorzystuje się m.in. olfaktometrię. Funkcjonują również europejskie normy dotyczące pomiarów zapachów, w tym EN 13725 oraz EN 16841.
Jednym z urządzeń wykorzystywanych do pomiarów terenowych jest Nasal Ranger – przenośny olfaktometr pozwalający na określanie intensywności uciążliwości zapachowej w konkretnym miejscu.
I nie jest to sprzęt, którego trzeba szukać gdzieś na drugim końcu Europy.
Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie dysponuje czterema terenowymi olfaktometrami Nasal Ranger, pozwalającymi na prowadzenie pomiarów zespołowych. ZUT opisuje zarówno zasady działania tych urządzeń, jak i ich wykorzystanie w badaniach terenowych. ZUT – olfaktometria i Nasal Ranger
Takie urządzenia są również dostępne w Polsce. Warszawska firma OlfaSystem oferuje sprzęt przeznaczony do terenowego badania zapachów, w tym Nasal Ranger.
Dlatego zdanie „nie mamy norm odorowych” nie może być utożsamiane ze zdaniem „nie możemy prowadzić pomiarów odorów”. Pierwsze dotyczy braku prawnie określonej granicy, której przekroczenie automatycznie oznaczałoby naruszenie normy. Drugie – technicznej możliwości pomiaru i dokumentowania uciążliwości. To dwie różne rzeczy.
Mieszkańcy chcą stałego monitoringu
I właśnie dlatego mieszkańcy Skolwina i Stołczyna proponują przejście od dyskusji o tym, czy śmierdzi, do systematycznego dokumentowania, kiedy, gdzie i jak intensywnie występują uciążliwości.
Domagają się montażu stacjonarnych urządzeń monitorujących w trzech miejscach przy ul. Stołczyńskiej, a także przy ul. Karpackiej w rejonie szkoły oraz przy ul. Inwalidzkiej w rejonie kościoła i na Stołczynie koło Remizy JRG 4 starej i nowej.
Monitoring można uzupełnić pomiarami wykonywanymi przenośnymi olfaktometrami. Jednym ze stosowanych modeli jest monitoring miejsc zamieszkania, w którym odpowiednio przeszkoleni urzędnicy (względnie mieszkańcy i pracownicy szkoły) dokonują pomiarów i prowadzą dokładną ewidencję wyników.
Pozwalałoby to zestawiać występowanie odorów z godziną, kierunkiem i siłą wiatru, temperaturą czy innymi warunkami atmosferycznymi oraz określać ich intensywność.
Nie zastąpi to brakujących w Polsce norm prawnych. Dałoby jednak materiał pomiarowy, którego obecnie brakuje.
Miasto rozważa monitoring
Jest jeszcze jeden ważny fragment odpowiedzi na interpelację radnego Smolińskiego.
Urząd informuje, że zgodnie z obowiązującymi przepisami organem właściwym do prowadzenia monitoringu jakości powietrza jest Główny Inspektor Ochrony Środowiska. Jednocześnie jednak dodaje:
„GIOŚ planował wprowadzenie zmian w zakresie monitoringu jakości powietrza lub podjęcie współpracy z inną jednostką naukową w celu prowadzenia takiego monitoringu”.
W sytuacji, w której szczeciński ZUT dysponuje aparaturą do terenowych badań odorów, naturalnie pojawia się więc pytanie, czy właśnie taka współpraca nie powinna zostać wykorzystana na Skolwinie, podobnie do tego jak to funkcjonuje/funkcjonowało choćby w Zakładach Chemicznych w Policach.
Decyzji nie ma. Pytań przybywa
Na dziś najważniejszą informacją dla mieszkańców jest więc to, że BFK nie otrzymało jeszcze decyzji środowiskowej zezwalającej na realizację planowanej rozbudowy. Postępowanie nadal trwa, a zastępca prezydenta Łukasz Kadłubowski zaprzecza rozpowszechnianym na Skolwinie informacjom o wydaniu zgody.
Jednocześnie wraz z analizą dokumentacji pojawia się coraz więcej pytań.
Skąd ma pochodzić materiał dla instalacji o mocy 121 680 ton rocznie? Co dokładnie oznaczają „odpady z drewna i o podobnym charakterze”? Jak deklaracja przedstawiciela BFK o drewnie pochodzącym całkowicie z osadników ściekowych ma się do wielkości planowanej instalacji? Dlaczego raport środowiskowy nie analizuje potencjalnego problemu owadów? I wreszcie – skoro odory można mierzyć i odpowiedni sprzęt znajduje się nawet na szczecińskim uniwersytecie, dlaczego w najbardziej narażonych punktach Skolwina i Stołczyna wciąż nie prowadzi się stałego, niezależnego monitoringu uciążliwości zapachowych?
Mieszkańcy nie muszą już opierać swoich skarg wyłącznie na stwierdzeniu: „śmierdzi”. Technologia pozwala to dokumentować.
I być może właśnie od tego należałoby zacząć, zanim zapadnie decyzja o rozbudowie zakładu.
Polecamy także
Share this content:



Opublikuj komentarz