Świt przegrał w Świdniku, ale najgorsza wiadomość przyszła po meczu.
Po ostatnim zwycięstwie nad Sokołem Kleczew kibice Świtu Szczecin mieli nadzieję, że Duma Północy rozpocznie marsz w górę ligowej tabeli. Sobotni wyjazd do Świdnika przyniósł jednak rozczarowanie. Świt przegrał z Avią 0:1, choć zdaniem trenera Przemysława Cecherza zasługiwał przynajmniej na remis. Najgorsze wydarzyło się jednak na boisku, gdy po niebezpiecznym starciu ucierpiał Ciechanowski. Piłkarz ze złamaną szczęką trafił do szpitala w Lublinie, a szkoleniowiec szczecinian nie krył oburzenia postawą sędziego.
Zabrakło skuteczności, choć sytuacje były
Jeszcze tydzień temu na stadionie przy ulicy Stołczyńskiej kibice Świtu świętowali zwycięstwo 2:1 nad Sokołem Kleczew. Wygrana rozbudziła nadzieje, że zespół Dumy Północy pod wodzą Przemysława Cecherza zaczyna wychodzić z trudnej sytuacji. Spotkanie w Świdniku miało potwierdzić poprawę formy. Tym bardziej, że gospodarze od dłuższego czasu czekali na ligowe zwycięstwo. Ostatecznie to jednak Avia zdobyła komplet punktów.
Na pomeczowej konferencji prasowej trener Świtu nie ukrywał rozczarowania wynikiem, ale jednocześnie pozytywnie oceniał postawę swoich zawodników.
– Na pewno bardzo żałujemy dzisiaj straconych punktów. Myślę, że ocena meczu z obu stron będzie dość pozytywna, bo było widać, że jeden i drugi zespół chciały mecz wygrać – mówił Przemysław Cecherz.
Szkoleniowiec przyznał, że w pierwszej połowie jego drużyna miała przewagę w posiadaniu piłki i dłużej budowała akcje, jednak niewiele z tego wynikało.
– Nie daliśmy żadnych konkretów. Oddaliśmy chyba, jeżeli się nie mylę, dwa strzały na bramkę, z czego jeden celny, a ilość dośrodkowań też znikoma – oceniał.
Po przerwie obraz gry się zmienił. Szczecinianie zaczęli atakować zdecydowanie odważniej, częściej strzelali i dośrodkowywali.
– Mieliśmy trzy, cztery sytuacje i możliwości do zdobycia bramki, z czego uważam, że dwie to takie stuprocentowe – podkreślał trener.
Świt zaryzykował, odsłaniając się na szybkie kontrataki gospodarzy. Avia potrafiła stworzyć dzięki temu kolejne okazje, ale nie podwyższyła prowadzenia.
– Jeżeli chcesz wygrać, to musisz gdzieś ryzykować. My dzisiaj tak chcieliśmy – tłumaczył Cecherz.
Kontuzja już na początku pokrzyżowała plany
Problemy Świtu zaczęły się bardzo wcześnie. W pierwszych minutach kontuzji doznał Konrad Nowak, którego trener uważa za ważny element ofensywnej gry zespołu.
– Trochę popsuła nam plany od razu kontuzja w pierwszych minutach Konrada Nowaka, bo to jest dla nas dość ważny zawodnik. Zawodnik z dużą szybkością, z jeden na jeden i na to liczyliśmy – wyjaśniał szkoleniowiec.
W jego ocenie szczecinianom brakowało także świeżości fizycznej, dynamiki i szybkości w pojedynkach z przeciwnikami. To właśnie takie detale mogły przesądzić o wyniku spotkania.
Mimo porażki trener ocenił swoich zawodników pozytywnie.
– Żałuję na pewno punktów, bo uważam, że z gry ten chociaż punkt nam się należał – podsumował.

Brutalne starcie z Ciechanowskim. Trener mówi o czerwonej kartce
Najbardziej dramatyczne wydarzenie spotkania nie dotyczyło jednak straconej bramki ani niewykorzystanych okazji.
Podczas jednego ze starć zawodnik Świtu Ciechanowski został uderzony w głowę. Jak wynika z przekazanych informacji o stanie jego zdrowia, doznał złamania szczęki i trafił do szpitala w Lublinie.
Na konferencji prasowej Przemysław Cecherz odniósł się do tego zdarzenia, zwracając uwagę na siłę kontaktu oraz brak reakcji arbitra.
– Nie jestem pewny, ale jak tak na szybko zobaczyłem tę sytuację, kiedy mój zawodnik dostał w głowę, tam nie było łokcia, nie było nic, tam chyba był bark. Ale impet, z jakim zawodnik wszedł w Ciechanowskiego, to proszę sobie zobaczyć. Mnie to śmierdziało czerwoną kartką. Mówię szczerze – stwierdził Cecherz.
Jeszcze większe zastrzeżenia miał do zachowania sędziego, który według jego relacji nie zauważył samego zdarzenia ani leżącego na murawie zawodnika.
– Sędzia w ogóle tego po prostu nie zauważył. Nawet nie wiedział, że ktoś leży. Zupełnie miał zwróconą w drugą stronę głowę – relacjonował trener Świtu.
Pozostaje pytanie, czy zdarzenie zostanie poddane analizie przez organy sędziowskie i dyscyplinarne PZPN. Niezależnie od ostatecznej oceny samego starcia, jego konsekwencje dla zdrowia Ciechanowskiego są bardzo poważne.

Avii się udało, Świt musi szukać przełamania
Dla Avii trzy punkty oznaczają przede wszystkim przełamanie długiej serii bez zwycięstwa i odzyskanie wiary we własne możliwości. Szczecinianie wracają ze Świdnika bez punktów. Porażka jest tym bardziej bolesna, że po ostatnim zwycięstwie pojawiła się nadzieja na ustabilizowanie formy zespołu. Trener Cecherz widzi pozytywne elementy w grze swoich podopiecznych, ale jednocześnie dostrzega brak skuteczności i świeżości fizycznej. To problemy, które trzeba szybko rozwiązać, jeżeli Świt chce zacząć regularnie punktować.
Jednak sportowa analiza sobotniego meczu schodzi na drugi plan wobec kontuzji Ciechanowskiego. Poważny uraz szczęki, hospitalizacja zawodnika i pytania o brak reakcji arbitra sprawiają, że spotkanie w Świdniku pozostanie w pamięci kibiców nie tylko z powodu kolejnej porażki. Piłkarze Świtu jechali do Świdnika po punkty. Wrócili bez nich, a jeden z zawodników zamiast z drużyną zakończył ten wyjazd w lubelskim szpitalu. I to właśnie jest najbardziej przygnębiający obraz sobotniego spotkania.
Polecamy także
Share this content:




Dodaj komentarz