Kolejna licencyjna walka beniaminka II ligi.
Świt Szczecin, rewelacja rozgrywek Betclic 2. Ligi, może stoczyć bój o historyczny awans do I ligi. Jednak sportowa waleczność i determinacja piłkarzy zderzyła się z brutalną rzeczywistością – biurokratycznym murem i kombinatorstwem miejskich radnych z koalicji rządzącej.
Sukces sportowy i porażka miasta?
Awans Świtu do II ligi był ciężko wywalczonym sukcesem i znaczącym w historii zachodniopomorskiej piłki nożnej – po raz pierwszy w każdej z centralnych klas rozgrywkowych mamy reprezentanta regionu. Klub z północy miasta zyskał sympatię i uznanie ekspertów piłkarskich, a także wielu kibiców, którzy pokochali drużynę za charakter i konsekwencję w grze.
Niestety, ten sukces został zmącony decyzją Komisji Licencyjnej PZPN, która odmówiła przyznania Świtowi licencji na grę w I lidze. Powód? Brak wymaganej infrastruktury i niewystarczające zabezpieczenia finansowe. Niestety w ogromnej mierze przyczynili się do tego radni rządzącej w mieście koalicji, którzy nie dotrzymali obietnic składanych jeszcze podczas kampanii wyborczej.

Obietnice bez pokrycia
Stadion przy ul. Stołczyńskiej, gdzie Świt rozgrywa swoje mecze, został doraźnie dostosowany do wymogów II ligi – pojawiły się tymczasowe trybuny i kontenerowe zaplecze techniczne. Warunkowa licencja była możliwa dzięki zapewnieniom miasta, że w kolejnym sezonie rozpocznie się budowa stałej trybuny z zapleczem.
W budżecie Szczecina przewidziano 55 mln zł na przebudowę stadionu. Jednak podczas obrad komisji i sesji Rady Miasta koalicyjni radni zaczęli mnożyć absurdalne warunki, w zamian za poparcie projektu. Zażądali projektu stadionu (który jest własnością projektanta) i związanych z nim dokumentów, do których klub i miasto nie miały jeszcze praw.
Ostatecznie ograniczyli kwotę wsparcia. Tymczasem niemal równolegle, bez żadnych problemów proceduralnych, radni koalicyjni wprowadzili pod obrady i przegłosowali środki dla innego klubu sportowego ze Szczecina – Arkoni Szczecin. Paradoks sytuacji polegał na tym, że środki zostały przeznaczone na inwestycje, które miały być zrealizowane wcześniej w ramach Szczecińskiego Budżetu Obywatelskiego (czyli miały zabezpieczone finansowanie)!
– To pokazuje hipokryzję KO i podwójne standardy w traktowaniu klubów sportowych w Szczecinie – komentują całe zdarzenie kibice.
Polityka kontra sport
Wśród lokalnej społeczności narasta przekonanie, że problem z licencją dla Świtu to nie przypadek. Że za wszystkim stoi minister ze Szczecina i jego podopieczni, którzy w ten sposób chcą „dokonać politycznej zemsty”. Klub zyskał spore zainteresowanie mediów i społeczności. Wśród kibiców są również politycy wszystkich opcji politycznych, wszak sport nie ma barw politycznych. Jednak dla części radnych koalicji, to że na obiekt przy Stołczyńskiej wchodzą wszyscy (bez znaczenia na poglądy), nie spodobało się na tyle, iż żądni byli odwetu i zaczęli rzucać kłody pod nogi Świtowi.

Świt się nie poddaje.
Mimo wielu przeciwności, klub walczy dalej. Zespół pokazuje silny sportowy charakter Północy. Jednak w niedzielę nawet pogoda się sprzysięgła przeciwko i nie można było rozegrać ligowego spotkania w Bielsku Białej. Spotkanie przełożono na inny termin. To niestety wiąże się z kolejnymi niemałym wydatkami dla klubu.
W piątek Świt Szczecin poinformował, że złożył dodatkowe dokumenty do Komisji Licencyjnej, w tym promesę Gminy Szczecin na możliwość rozgrywania meczów I ligi na Stadionie Miejskim przy ul. Karłowicza.
– Liczymy na pozytywną weryfikację i zrozumienie sytuacji przez PZPN. Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, by spełnić warunki – podkreślają działacze klubu.
Czy sport przegra z polityką?
Historia Świtu to przykład tego, jak wielka determinacja i sukces sportowy mogą zostać zduszone przez lokalne układy, obojętność i polityczne rozgrywki. Jeśli Szczecin nie chce zmarnować szansy na rozwój profesjonalnego futbolu w północnych dzielnicach, czas na konkretne decyzje, a nie tylko deklaracje i kampanijne obietnice bez pokrycia.
Mieszkańcy, kibice i piłkarze czekają. Na razie klub walczy nie tylko o punkty w tabeli, ale też o przetrwanie w realiach, w których sport zdaje się być najmniej istotny dla miejskich decydentów.
Polecamy także:
Share this content:



Opublikuj komentarz