Honor, który nie mieści się w polityce.
Obecnie w Polsce toczy się zażarty spór polityczny o odebranie Orderu Wołodymyrowi Zełenskiemu – prezydentowi Ukrainy. Nie jest to pierwszy przypadek odebrania, bądź cofnięcia decyzji o odznaczeniu w Polsce, ani też pierwsze takie działanie wobec Ukraińskiego przywódcy.
Spór o nagradzanie osób żyjących wysokimi odznaczeniami bądź nagrodami nie jest tylko problemem Polski. Podobne dylematy są choćby z pokojową nagrodą Nobla. Komitet Noblowski przyjął jednak wygodne dla siebie tłumaczenie, by nie odbierać nagród (nie było do tej pory takiego przypadku).
System Noblowski jest oparty na założeniu, że nagroda jest uznaniem historycznego momentu. Nie jest w żaden sposób „licencją moralną na całe życie” i nie daje też prawa samemu laureatowi do twierdzenia, że to co robił czy robi później jest w dalszym ciągu pieczętowane wcześniejszym uznaniem.
Ale wróćmy do Polskich sporów z odznaczeniami
Pierwsze budzące mocne reakcje polityczne i społeczne w powojennej Polsce, było przyznanie w 1974 roku przez Edwarda Gierka Orderu Virtuti Militari Leonidowi Breżniewowi. Trudno było o bardziej symboliczny moment w powojennej historii Polski. Najwyższe polskie odznaczenie wojskowe – tradycyjnie zarezerwowane dla bohaterów walk o niepodległość (sic!) – trafiło w ręce przywódcy ZSRR, państwa dominującego nad PRL politycznie, militarnie i ideologicznie.
Dla partyjnych notabli i komunistów był to gest dyplomatyczny. Dla wielu Polaków, zwłaszcza przedwojennego pokolenia walczącego o wolną Polskę, było to jak naplucie w twarz. Niejednokrotnie mówiono (niestety głównie w tzw. drugim obiegu – podziemiu niepodległościowym), że ta decyzja była poważnym naruszeniem fundamentów polskiego etosu wojskowego.

Order, który stał się narzędziem polityki
Oficjalne uzasadnienie nadania mówiło o „wybitnych zasługach w rozgromieniu hitlerowskich Niemiec”. W praktyce decyzja Rady Państwa PRL miała charakter polityczny i wpisywała się w logikę relacji z Moskwą. Niestety Edward Gierek chcąc uspokoić trochę Moskwę i przekonać aparat partyjny kremla do swojej osoby, chciał się wkupić jakimś odznaczeniem dla Breżniewa. Początkowo planowano stworzenie i nadanie nowego odznaczenia, ale ten wprost zażądał polskiego Virtutti Militari, czyli najwyższego możliwego odznaczenia wojskowego.
Virtuti Militari – odznaczenie ustanowione jako symbol najwyższego męstwa na polu bitwy. Niestety w tym czasie zaczęło funkcjonować także jako element dyplomacji państw bloku wschodniego. Nie był to przypadek odosobniony. W okresie PRL order trafiał również do najwyższych dowódców ZSRR i państw Układu Warszawskiego, w tym postaci takich jak Konstanty Rokossowski, Iwan Koniew czy Gieorgij Żukow. Z biegiem lat rodziło to coraz większe napięcie między tradycją II Rzeczypospolitej a realiami politycznymi Polski Ludowej. Jednak odznaczenie Breżniewa przelało czarę goryczy wśród wojskowych i kombatantów.
Protest generałów w duchowej stolicy Polski
Dwa lata po uhonorowaniu Breżniewa doszło do bezprecedensowego jak na tamte czasy wydarzenia, które przeszło do historii jako jeden z najbardziej symbolicznych aktów sprzeciwu wobec degradacji narodowych odznaczeń.
3 maja 1976 roku na Jasnej Górze najstarsi generałowie Wojska Polskiego – w tym gen. Mieczysław Boruta-Spiechowicz (nasz Skolwiński Generał) i gen. Roman Abraham – złożyli swoje krzyże Virtuti Militari jako wotum dla Matki Bożej Częstochowskiej. Nie był to wprost gest polityczny. Był to protest zakorzeniony w języku symboli, religii i tradycji.
W obecności tysięcy wiernych generał Boruta-Spiechowicz wypowiedział słowa, które miały charakter niemal testamentu pokolenia:
Wasza Eminencjo, Księże Kardynale Prymasie Polski! Jako mandatariusz na kraj z ramienia szefa Kapituły Virtuti Militari i Naczelnego Wodza czasu wojny – śp. gen. Kazimierza Sosnkowskiego, a także w imieniu zebranych tu generałów Wojska Polskiego i Armii Krajowej, proszę posłusznie o zgodę na złożenie przez nas Jasnogórskiej Hetmance dziękczynnego votum w postaci naszych Krzyży Virtuti Militari za sześćsetletnią pomoc w obronie naszego Narodu i Państwa.

Chwilę później rozpoczęła się procesja, za pocztem sztandarowym Armii Krajowej szli: gen. Boruta-Spiechowicz i gen. Abraham, niosąc poduszkę ze wszystkimi klasami Orderu Virtuti Militari: Krzyżem Wielkim, Krzyżem Komandorskim, Kawalerskim, Złotym i Srebrnym. Dedykacja umieszczona na poduszce wyrażała intencję ofiarodawców: „Królowo Korony Polskiej, od 600 lat z Jasnej Góry bronisz wolności katolickiego narodu polskiego. Racz przyjąć jako dar wdzięczności najwyższe odznaczenia męstwa Polaków”
Boruta-Spiechowicz generał honoru
Postawa gen. Mieczysława Boruty-Spiechowicza miała szczególne znaczenie. Był on jednym z ostatnich żyjących dowódców II Rzeczypospolitej, człowiekiem, który przeszedł przez Legiony, wojnę obronną 1920, „Cud nad Wisła”, i kampanię 1939 roku.
W jego rozumieniu Virtuti Militari nie było jedynie odznaczeniem państwowym, ale symbolem etosu, który nie może zostać podporządkowany polityce.
Złożenie orderów na Jasnej Górze było więc czymś więcej niż gestem religijnym. Było próbą „odzyskania” sensu odznaczenia poza strukturą państwa, które – w oczach wielu uczestników wydarzenia – utraciło moralne prawo do jego dysponowania.
Order w służbie komunistycznego najeźdźcy
Spór o Virtuti Militari w PRL nie ograniczał się do jednego przypadku. Nadania dla radzieckich marszałków i polityków – takich jak Breżniew, Koniew, Żukow czy Rokossowski – wpisywały się w logikę zależności politycznej Polski od ZSRR.
W oczach krytyków oznaczało to jedno: najwyższe polskie odznaczenie wojskowe zostało wciągnięte w orbitę imperialnej symboliki Związku Radzieckiego. Podobnie jak w okresie rozbiorów czynili to carscy barbarzyńcy. Dla obrońców systemu były to gesty sojusznicze. Dla przeciwników – próba przejęcia jednego z najważniejszych symboli polskiej tradycji wojskowej przez najeźdźcę jakim był dla nich ZSRR.
Próba porządkowania historii
Po 1989 roku rozpoczął się proces weryfikacji decyzji z okresu PRL. W 1990 roku uchylono uchwałę o nadaniu Virtuti Militari Leonidowi Breżniewowi. Był to gest symboliczny – zamknięcie epoki, w której ordery mogły pełnić funkcję politycznej waluty. Znamiennym było, że decyzję o uchyleniu uchwały o nadaniu najwyższego wojskowego odznaczenia Breżniewowi podpisywał ówczesny prezydent kontraktowy, a w okresie komunizmu I sekretarz KC PZPR i generał Ludowego Wojska Polskiego, Wojciech Jaruzelski. To był jasny i mocny przekaz w kierunku ZSRR
Jednocześnie nie przeprowadzono pełnej, systemowej rewizji wszystkich nadań z okresu PRL. Historia Virtuti Militari pozostała więc częściowo nieuporządkowana – rozpięta między dokumentem, polityką i pamięcią.
Order Orła Białego – inna historia
W odróżnieniu od Virtuti Militari, Order Orła Białego w PRL nie został wciągnięty w masową politykę nadań. Po 1989 roku stał się jednym z kluczowych narzędzi odbudowy ciągłości państwa polskiego z tradycją II Rzeczypospolitej. O ile Virtuti Militari stał się polem sporu o honor wojskowy, o tyle Orzeł Biały stał się symbolem sporu o odbudowę państwowej tożsamości.
Od 1992 r. Prezydent RP może pozbawić orderu lub odznaczenia osobę, jeżeli:
- odznaczenie zostało nadane na podstawie nieprawdziwych informacji,
- albo odznaczony dopuścił się czynu czyniącego go niegodnym odznaczenia.
Nie ma obecnie dostępnej pełnej, oficjalnej listy wszystkich osób pozbawionych orderów i odznaczeń państwowych w Polsce od 1945 roku. Szeroko udokumentowane są decyzje o pozbawieniu orderów:
- Andrzej Malinowski – pozbawiony Krzyża Komandorskiego z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski oraz Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski;
- Krzysztof Kuryłowicz – pozbawiony Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski.

Zełenski nie będzie pierwszym pozbawionym polskiego odznaczenia
Jednak przypadek Zełenskiego nie jest jedynym odosobnionym przypadkiem odebrania polskiego odznaczenia Ukraińcowi. W 2015 roku odebrano Janukowyczowi Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Stało się to już po ucieczce Janukowycza z Ukrainy w 2014 r. i wydarzeniach Euromajdanu. W związku z jego odpowiedzialnością polityczną za: tłumienie protestów, destabilizację państwa ukraińskiego, utratę kontroli nad sytuacją w kraju. W jego przypadku również był związek z Banderą, gdyż Janukowycz podpisał dekret o uczczeniu Bandery jako bohatera Ukrainy.
Nie dotyczyło to co prawda tak ważnych odznaczeń jak Virtuti Militari czy Orderu Orła Białego, a tylko Orderu Zasługi RP czyli odznaczenia cywilnego/dyplomatycznego. Jednak jest to jeden z bardziej znanych przypadków „odebrania orderu” w III RP obcokrajowcowi.
Tak więc mamy historię związaną z odbieraniem Orderów i nie będzie nikogo dziwiła decyzja Prezydenta RP Karola Nawrockiego, o odebraniu czy też cofnięciu decyzji o nadaniu odznaczenia dla Zełenskiego. Dla środowisk patriotycznych to będzie wyczekiwana i jedynie słuszna decyzja. Tym bardziej że prezydent Ukrainy jedynie zaognia sytuację. Ma w tym działaniu swój cel polityczny w którym z pewnością Polsce jest nie po drodze.
Druga strona politycznego sporu w Polsce, niejednokrotnie powiązana z upadłymi władzami komunistycznymi, uprawia harce polityczne na polskich cmentarzach i bezcześci pamięć ofiar rzezi Wołyńskiej.
Słowa Kosiniaka-Kamysza o tym, jakoby to nie Ukraińcy mordowali Polaków, przypomina upośledzoną narrację, że to hitlerowcy a nie Niemcy prowadzili II wojnę światową. Chore tłumaczenie, bolesne podwójnie dla Polaków gdyż wypowiadane przez człowieka piastującego funkcję wicepremiera i Ministra Obrony. Sybiracy i Kresowiacy są nie tylko zbulwersowani jego słowami a wręcz mówią zdradzie narodu.
Jak może takie słowa mówić człowiek, który podobno wywodzi się z partii chłopskiej? Przecież tam właśnie rodziny chłopskie ginęły. To chłopskie dzieci nabijano na widły, gwałcono i mordowano kobiety. Zbrodnie te dokonane przez Ukraińców na Polakach do dziś trudno jest opisywać. A oni chcą ich usprawiedliwiać? Przecież bandy tych zbrodniarzy jeszcze do lat 60 zapuszczały się w przygranicze tereny na Lubelszczyźnie. My ciągle pamiętamy te ich partyzantki i napaści na polskie wioski jeszcze długo po wojnie. Ale o tym się nie mówi i pewnie jeszcze długo nie będzie wolno. Będziemy to nosić w sobie aż pomrzemy i świat zapomni. Dlatego za Waszym pośrednictwem apeluje do mojego polenia, mówcie swoim dzieciom i wnukom o tej historii. Już nie czas się ukrywać i ukrywać to jak było. Nie bójcie się ich, ale uprzedźcie swoje rodziny, by nie ufały zbytnio narodowi który w tak barbarzyński sposób nas traktował – napisał do nas pani Gienia, która przybyła do Szczecina wraz z transportami Sybiraków i zesłańców z Kazachstanu. Jej rodzina do dziś mieszka na Lubelszczyźnie i jak mówi z przerażeniem patrzy na to co się teraz dzieje wśród polskich polityków.
Historia, która nie jest zamknięta
Złożenie Virtuti Militari na Jasnej Górze w 1976 roku pozostaje jednym z najbardziej niezwykłych aktów symbolicznego sprzeciwu w powojennej Polsce.
Łączyło w sobie trzy światy:
- etos II Rzeczypospolitej,
- realia Polski Ludowej,
- i moralny język Kościoła, który stał się przestrzenią wolności symbolicznej.
W tym sensie nie był to tylko protest przeciw decyzji z 1974 roku. Była to próba odpowiedzi na pytanie znacznie głębsze:
kto ma prawo definiować honor, gdy państwo przestaje być jego strażnikiem?
Polecamy także:
Share this content:



1 comment